eGospodarka.pl

eGospodarka.plMotoTesty aut › Mercedes E 220d Kombi - zamiast SUV-a

Mercedes E 220d Kombi - zamiast SUV-a

2017-11-04 00:35

Mercedes E 220d Kombi - zamiast SUV-a

Mercedes E 220d Kombi © Adam Gieras

PRZEJDŹ DO GALERII ZDJĘĆ (12)

Usiądź spokojnie i pomyśl o idealnym samochodzie rodzinnym. Myślę, że wcale nie potrzebujesz SUV-a, tylko E klasy kombi. Obecna generacja jest równie praktyczna, co poprzednie, ale przy tym opakowana tak efektownie, jak żadna wcześniej.
Tak, wiem - nowy Mercedes E Coupe prezentuje się fenomenalnie. Przetesowałem go i jego wysublimowany silnik V6 spodobał mi się niemal tak mocno, jak stylistyka. Ale co zrobić, jeśli już - lub jeszcze - nie możesz sobie pozwolić na taki typ nadwozia? Na szczęście Mercedes zawsze robił dobre kombi. Począwszy od modelu T - T jak tourenwagen - legendarnej, niezniszczalnej Beczki, Mercedesy klasy wyższej z takim nadwoziem były wzorem praktyczności. Miały tak wielkie bagażniki, że po otwarciu klapy było słychać echo, dzięki czemu pokochali je zarówno ojcowie rodzin, jak i przedsiębiorcy, no i marzenie marketingowców - słynni "aktywni".

Z zewnątrz


Był tylko jeden problem. Duże kombi z gwiazdą na masce nie wyglądały zbyt seksownie. Teraz wszystko się zmieniło. Aktualna generacja klasy E w wersji sedan do reszty pozbyła się taksówkarskich skojarzeń, a kombi wygląda tak dynamicznie, jak jeszcze nigdy przedtem. Linia jest niezwykle spójna. To nie jest limuzyna z przyciężkim plecakiem - to smukłe, nowoczesne, rodzinne auto. A że trudno jest odróżnić klasę E od C? Też nad tym trochę ubolewam, ale zdążyłem się przyzwyczaić. Zwłaszcza że przy wersjach kombi różnice są większe niż przy sedanach.

fot. Adam Gieras

Mercedes E 220d Kombi - wnętrze

Kokpit - jak z niezłego filmu science fiction.


Więc gdy tylko odebrałem kluczyki do E kombi, popatrzyłem na ten egzemplarz z przyjemnością. Spokojny, srebrny lakier dobrze komponuje się z opcjonalnym pakietem AMG i dużymi felgami. Auto nie rzuca się w oczy bardziej, niż chciałby tego stateczny pan dyrektor. A jednocześnie wygląda na tyle świeżo, że gdy kluczyki podbierze mu syn, będzie się tu czuł dobrze.

fot. Adam Gieras

Mercedes E 220d Kombi - kierownica, deska

Dwa wielkie ekrany - na pierwszym widać zegary, na drugim między innymi nawigację.


Zachodzimy od tyłu


Lekko opadająca linia dachu zabiera nieco przestrzeni w stosunku do bardziej pudełkowatego poprzednika. Ale po otwarciu tylnej klapy już wiadomo, że E kombi nadal nie ma się czego wstydzić. 640 litrów pojemności bagażnika, wielgachny otwór załadunkowy i możliwość powiększenia przestrzeni ładunkowej aż do 1840 litrów. Jeszcze chwila i Sprinter oblałby się rumieńcem.

fot. Adam Gieras

Mercedes E 220d Kombi - fotele

Fotele są oczywiście skórzane. I baaardzo wygodne.


Co istotne - ale wcale nie tak oczywiste - również wykończenie przestrzeni bagażowej jest solidne i ładne. Żadnych niedoróbek, zamiast tego wykładzina tak miła w dotyku, że aż chciałoby się położyć ją obok sofy w salonie. A skoro już poznajemy E klasę od tyłu, pora na tylną kanapę. O ile w sedanie jest możliwe, że będzie tam wożony jakiś średniej klasy VIP, to w kombi tył zwyczajowo należy do dzieciaków. Mogą rosnąć wysokie - jest tu mnóstwo miejsca w każdą stronę. Kanapa jest też wygodna i nawet środkowy pasażer wcale nie musi siedzieć jak za karę.

W Moto Pod Prąd interesuje nas jednak to, jak auta jeżdzą. Tego z tylnej kanapy nie sprawdzimy.

fot. Adam Gieras

Mercedes E 220d Kombi - z przodu

Spokojny, srebrny lakier dobrze komponuje się z opcjonalnym pakietem AMG i dużymi felgami.


Szoferka


W takim razie pora wślizgnąć się za kierownicę. Kokpit - jak z niezłego filmu science fiction. Dwa wielkie ekrany - na pierwszym widać zegary (i można zmieniać styl ich wyświetlania), na drugim między innymi nawigację, czy... właściwie wszystko, co zechcemy. Do tego świetne wykończenie z... muzycznymi akcentami. Listwy pokryte lakierem fortepianowym, ale upiększone białymi liniami, które mogą kojarzyć się ze strunami gitary. Szafa gra! Fotele są oczywiście skórzane. I baaardzo wygodne.

Jakość wykonania cieszy zarówno oko, jak i ucho, ponieważ nic nie skrzypi. Nie zauważyłem niedoróbek w kwestii jakości plastików. Wiadomo, że testowany egzemplarz został wyjątkowo hojnie obdarzony dodatkami, a E klasa w wersji "korpo" będzie wyglądać nieco mniej okazale - ale to nadal Mercedes klasy wyższej. W żadnej odmianie nie ma powodów do wstydu.

fot. Adam Gieras

Mercedes E 220d Kombi - z boku

Lekko opadająca linia dachu zabiera nieco przestrzeni w stosunku do bardziej pudełkowatego poprzednika.


Czy znalazłem jakieś wady? Chyba należy wspomnieć o zbyt masywnym i dziwnie nachylonym słupku A, który ogranicza widoczność.

Jazda


Uwaga - kiedy rozsiądziesz się w fotelu i zaczniesz klikać w opcje systemu Comand, możesz zapomnieć, że ten samochód potrafi jeździć. Byłoby szkoda, bo E 220d przemieszcza się naprawdę miło. Obecny tutaj diesel ma 194 KM, cztery cylindry i dwa litry pojemności, więc stanowi raczej wstęp do gamy klasy E. Słabszy jest 150 konny "ropniak", ale raczej nie zawojuje statystyk sprzedaży. Mocniejszy diesel ma trzy litry i 254 KM.

Do tego ostatniego miło się wzdycha, ale wystarczy krótka przejażdżka E 220d, by przekonać się, że tak naprawdę niczego więcej nam nie trzeba. Bardzo dobry wynik przyspieszenia do setki (7.7 s - a sedan jest jeszcze szybszy) w połączeniu w powtarzalnością wyników za sprawą płynnie i szybko działającej skrzyni automatycznej sprawia, że można popsuć humor niejednemu właścicielowi auta usportowionego.

Elastyczność pozostaje bez zarzutu, a samochód sprawnie przyspiesza niezależnie od prędkości. Nawet wtedy, gdy słychać już jedynie "zwolnij, kochanie" z prawego fotela. I nie można tłumaczyć się, że się nie słyszało, bo wyciszenie kabiny to E-kstraklasa.

Również prowadzenie jest zaskakująco wciągające jak na tę klasę i wielkość auta. W razie tarapatów ESP mocno wkracza do akcji, ale wcześniej E klasa zachowuje się spokojnie nawet przy wysokich prędkościach. W skutecznym trafieniu tym pięciometrowym kombi w zakręt pomaga układ kierowniczy, który wreszcie nie jest zbyt mocno wspomagany, a sama kierownica świetnie leży w dłoniach.

Na luźnej nawierzchni podczas mocnego przyspieszania da się wyczuć bardzo delikatne uciekanie tyłu, błyskawicznie tłumione przez elektroniczne systemy. Skąd takie zachowanie? To w tej klasie i w tych czasach nietypowe, ale testowany egzemplarz ma napęd tylko na tylne koła.

Dopłata do napędu 4x4 wynosi 11 tysięcy złotych, ale o ile nie mieszkacie w górach, znam całą masę lepszych zastosowań dla takich pieniędzy. Napęd na tył nie ujawnia żadnych wad, wręcz przeciwnie - dodaje prowadzeniu E klasy wrażenie lekkości i zwinności. Również na parkingu.

Co w przypadku Mercedesa szczególnie ważne - komfort stoi na najwyższym poziomie. Mimo ogromnych, bo aż 20-calowych felg w testowanym egzemplarzu, nawet bardzo kiepska droga nie przeszkadza załodze E klasy. Nic dziwnego, skoro mamy tu zawieszenie pneumatyczne. Najlepiej czuje się ono w ustawieniu Comfort - pozostałe tryby, również te dotyczące pracy 9-biegowej skrzyni, lepiej sobie odpuścić. "Sport +" wygląda groźnie, ale tak naprawdę tylko zwiększa hałas.

A jeżeli ktoś nie przepada za prowadzeniem, Mercedes z przyjemnością wyręczy go w tym niewdzięcznym zadaniu. Aktywny tempomat z funkcją utrzymywania pasa ruchu i hamowania przed przeszkodą, a także samodzielnej jazdy w korku działa dobrze, o ile zdecydujemy mu się zaufać. Podobnie jak system automatycznego parkowania. Pozostaje rozsiąść się w fotelu i włączyć muzykę. System audio Burmester nie zawodzi.

Jak często nasza podróż będzie przerwana na tankowanie? W mieście spalimy od 8.5 do 10 litrów na sto kilometrów. W trasie - około siedmiu. To raczej normalny wynik, biorąc pod uwagę masę auta. Warto jedynie dopłacić za 66-litrowy bak. W standardzie dostaniemy tylko 50-litrowy zbiornik, co zakrawa na skąpstwo ze strony producenta.

Czy warto?


Na początek jeszcze jedna uwaga specjalnie do tych, którzy mimo wszystko tęsknią do sześciu cylindrów w klasie E: Dopłata do wersji E 350d wynosi 80 tysięcy złotych. Za tyle samo można kupić na przykład zadbany egzemplarz Mercedesa SL R129 z 5-litrowym V8. Albo nawet z V12. W sam raz na weekendy. Na co dzień - E220d. Brzmi kusząco?
Uwierzcie - od poniedziałku do piątku E 220d wystarcza.

Obawiam się też, że niespecjalnie potrzebujecie SUV-a, bo to kombi jest od większości z nich po prostu lepsze. Dobrze się prowadzi, rozsądnie obchodzi się z paliwem, jest naprawdę - jak na te wymiary - zwrotne. W dodatku wewnątrz jest tak przestronne, że można tu urządzić bal przebierańców. Nie widzę, w czym SUV miałby być lepszy. Jeżeli już koniecznie musicie mieć tych kilka centymetrów prześwitu więcej, sprawdźcie odmianę E All-Terrain. Nie ma większości wad SUV-ów, a zachowuje zalety dużego kombi.

Na koniec - mało przyjemna część. Testowany egzemplarz kosztuje 355 tysięcy złotych, co jest oczywiście kosmiczną kwotą. Ale mamy tu na pokładzie właściwie wszystko - od rozbudowanego systemu Comand, przez lepsze audio, pełną skórzaną tapicerkę, aż po pakiet AMG i 20-calowe felgi. Nawet wspomniane listwy we wnętrzu kosztują kolejnych kilka tysięcy. Cennik E 220d Kombi startuje od 210 900 zł. Drogo? Oczywiście. Ale konkurenci spod znaku Audi, BMW czy Volvo nie są tańsi.

A kto jest lepszy? Wszyscy są świetni. Różnice między tymi samochodami nie są wielkie i zazwyczaj na decyzji zaważają szczegóły. Zarówno te konkretne, jak warunki finansowania, jak i te nieuchwytne, jak to, w którym aucie dana osoba czuje się lepiej. Choć w klasie E trudno nie poczuć się dobrze.

Oceń

0 0

Podziel się

Poleć na Wykopie Poleć w Google+

Poleć artykuł znajomemu Wydrukuj

Skomentuj artykuł Opcja dostępna dla zalogowanych użytkowników - ZALOGUJ SIĘ / ZAREJESTRUJ SIĘ

Komentarze (0)

DODAJ SWÓJ KOMENTARZ

REKLAMA

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1

Wpisz nazwę miasta, dla którego chcesz znaleźć jednostkę ZUS.

Wzory dokumentów

Bezpłatne wzory dokumentów i formularzy.
Wyszukaj i pobierz za darmo:

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.